Inspiracje 2008

Sacrum sztuki, czyli świętość pisuaru


Sacrum. Świętość. Niepojęta Tajemnica wobec ogromu, której staje nieporadny, mały człowiek. Pod ciężarem tego słowa kruszeją wykuwane w pocie czoła sensy, które miały uchwycić i uprawomocnić jego znaczenie, otoczyć je stalową obręczą jedynie właściwych znaczeń. Odczucie świętości nie może mieć obiektywnego przełożenia, ponieważ zbyt głęboko wnika w naturę indywidualnej, ludzkiej wrażliwości. Jest jak przebijający się przez skaliste korytarze, mroczne niepoznane rozpadliny duchowości tunel, który nasycając się otaczającą go ciemnością, ostatecznie wiedzie ku światłości, integracji – ku najpełniejszemu spotkaniu z samym sobą oko w oko z Niewypowiedzianym… Stan autentycznego samopoznania, ale też paradoksalna manifestacja autowyrzeczenia, pójścia o krok dalej, „zostawienia za sobą siebie” i skowyczącego z żalu ego. Uczestniczenie zarówno w uczcie światła, jak i ciemności. Pierwotne mity o stworzeniu za przyczyną boskiego (a więc sakralnego) gestu niezmiennie bowiem opisują wyłanianie się doskonałego świata z chaosu pozbawionej blasku materii. Sacrum przenika więc wszystko i łączy pozornie nie dające się pogodzić przeciwieństwa. Jednym z najbardziej znamiennych symbolów tej zasady jest chiński znak kosmicznej równowagi: yin-yang. Pierwiastek kobiecy, choć będący na skrajnym biegunie metafizycznego odczytania, scalony jest w niebiańskiej harmonii z elementem męskim niczym w namiętnym uścisku ponadzmysłowej, wszechogarniającej miłości.

Rozdzielenie, choć trwanie w jedności, ambiwalencja wzajemnie znoszących się składników. Na te cechy wciąż umykającego dobitnym sformułowaniom zjawiska wskazują ci, którzy podjęli się syzyfowego trudu podążania za jego niknącą na horyzoncie rozumu bladą poświatą. Mircea Eliade w swoich religioznawczych badaniach nad istotą świętości wskazuje na „kontrowersyjną” genealogię tego pojęcia. Otóż sacrum, jak komentuje przekaz Wergiliusza, wywodzi się od łacińskiego sacer, które odnosi do niepokojącej, „syjamsko” rozwidlającej się wykładni. Z jednej strony święty, czyli poświęcony bogom, nietykalny nieskalany, a z drugiej ukazujący demonicznie zniekształconą, prześmiewczą twarz Mr Hyde’a: poświęcony, ale piekielnym bóstwom podziemia, przeklęty, haniebny. Dramatyczne rozdarcie znaczeń tym samym ewokuje wciąż kolejne mutacje postawy, którą człowiek może przybierać wobec niemożliwego do złamania kodu sakralnego. Spójrzmy jak wiele różnych inkarnacji posiada ludzkie dążenie do Absolutnego spełnienia. Wyraża się zarówno w cichym wyparciu się swojej sensualnej, a przez to grzesznej natury, jak w przypadku rozmaitych praktyk chrześcijańskich ascetów, w konwulsyjnych, na poły kanibalistycznych orgiach bachanaliów lub innych kultów Wielkiej Macierzy, w do perfekcji doprowadzonej logicznej ekwilibrystyce buddyzmu zen czy też schodzących do najbardziej zakazanych rewirów niebezpiecznych pragnień krwawych rytuałów czarnej tantry. Racjonalne i irracjonalne elementy świętości przystępują więc do szaleńczego tańca, odwiecznego korowodu życia i śmierci, w rytm melodii wygrywanej w zgodzie z koncepcją Rudolfa Otto - sacrum jako misterium tremendum et fascinans... Przerażenie, ekstatyczne uniesienie i skrajne uwielbienie, straceńcze zaślepienie i pokorna kontemplacja – różne odnogi świętej rzeki płyną drożąc jej koryto. W domenie sacrum każde z nich bowiem znajdzie uprawniony skrawek przestrzeni.

Z powyższych rozważań wynika więc, że nie istnieje świętość bez przynależnej jej idei Boga. Z tym z kolei nierozerwalnie wiąże się pojęcie religii. Jak napisał Kazimierz Malewicz: „Z odczucia Boga powstała religia, a z religii Kościół”. Czy należałoby więc rozumieć, iż sacrum jest tożsame z religią? Wydaje się, że twórca teorii suprematyzmu inaczej rozumiał wzajemne współwystępowanie tych dwóch możliwości bycia wobec boskości. Świętość jawi się tu raczej jako forma poprzedzająca religię, swego rodzaju baza, która stała się punktem wyjścia dla solidnej konstrukcji gmachu dyskursu religijnego. W takim ujęciu można by zaryzykować prowokacyjnie nadymające się stwierdzenie, iż sacrum jest najbardziej pierwotną z religii - jej swobodnie i niespiesznie ewoluującą praformą -, gdyż pozbawioną jeszcze przymusu nadawania imienia Bogu. W przeczuciu sacrum zawiera się zaledwie kiełkujący embrion boskiej istoty, jego czysto uczuciowe odbicie. Religia zaś zawsze stanowi sumę konkretnych praw i ściśle zdefiniowanych obrządków dla potrzeb, których sacrum ulega ideologicznemu przystosowaniu. Świętość w czystej postaci jest więc intuicyjnym, spontanicznym i uwolnionym z dogmatycznych okowów religii, subiektywnym przeżyciem bezimiennego Boga. Instynktownym zewem duchowości, który nie musi karmić się tylko jedną zrutynowalizowaną wizją boskości. „Świętość jest to idea-matka religii” twierdził Mauss. W pewnym sensie jest to jednak matka nieprzygotowana na macierzyństwo i nieświadoma potencjału, który zagnieździł się w jej łonie. Roger Bastide diagnozował, iż współczesne przemiany na linii sacrum-religia prowadzą do powstawania zjawiska, które określił jako „dzikie sacrum”. Upadek autorytetu religijnego w postmodernistycznej rzeczywistości jest według tego badacza przyczyną stopniowego odchodzenia społeczeństwa od rygorystycznego przestrzegania norm, które narzuca religia, a także beztroskiego ich modelowania na własny użytek. Czy nie jest jednak tak, iż doświadczeniu sacrum z racji jego wieloznacznego charakteru immanentnie wrodzona jest dzikość, nieokiełznanie i niezależność od wszelkich praw, także tych uformowanych w ramach konwencjonalnej etyki?

Kolejnym pytaniem, które należałoby sobie zadać jest to czy wobec niezmierzonej rozciągłości kształtów i znaczeń, które może przywdziewać zjawisko sacrum jest jeszcze miejsce na tworzenie wydzielonego pola profanum? Czy przeprowadzanie tego podziału nie jest czasem próbą sztucznego zubożania nieskrępowanej emanacji świętości? Choć tradycyjna teoria religioznawstwa powołuje się na te dwie wiecznie zantagonizowane sfery, jednak Eliade przypomina, iż nie istnieje jednoznacznie określona przestrzeń sacrum. Podlega ona permanentnej transformacji zależnej od uwarunkowań historycznych i kulturowych danej zbiorowości ludzkiej, która partycypuje w nadawaniu znaczeń. Innymi słowy to, co w ramach jednej społeczności zostało wywyższone i wykluczone ze świeckiego, codziennego obiegu, w odniesieniu do drugiej może stoczyć się w najbardziej przyziemne rejony profanum. Wybór jest tu więc podstawową kategorią determinującą tożsamość przedmiotu. Czyż podobnie niepokojąco ambiwalentnej paraleli nie odnajdziemy w dwuznacznym geście artystów, takich jak np. Marcel Duchamp czy Andy Warhol? Demiurgiczna manifestacja Duchampa niczym Pigmaliona, który z banalnego pisuaru ulepił fontannę-Galateę, przenosząc zwykły fragment nieapetycznej codzienności i uświęcając go nimbem sztuki (choć oczywiście nie bez szyderczej intencji, której nie dostrzegli zaślepieni blaskiem bijącym z „dostojnego pisuaru” widzowie) lub też przewrotna „świętość masowej konsumpcji”, której głównym papieżem i wyznawcą stał się Warhol.

Van der Leeuw uważał, że sztuka jest obok religii jednym z aspektów poszukiwania Istoty-Boga-Idei w działaniach i symbolach, takich jak poezja, dramat, taniec, malarstwo czy architektura. Artysta jest więc tą szczególnie uprawnioną osobą, która poprzez swoje dzieło, przypominając szamana zaklinającego chwalebne duchy przodków, wchodzi w zasięg oddziaływania sakralnego. Bowiem sacrum-świętość jest nie tylko wolnością do wyrażania swej wrażliwości na najwyższym poziomie jej emanacji, eksploracją podziemnych krain duchowego, subiektywnego krajobrazu. Jest przede wszystkim twórczością, która o tyle tworzy jeden organizm ze świętością, o ile bezwiednie i bezinteresownie powtarza kreacyjny impuls pierwszego Artifexa.

Twórcy biorący udział w tegorocznej edycji Inspiracji prezentują szerokie ujęcie problematyki dychotomii sacrum-profanum. Są wśród nich zarówno młodsi wiekiem jak i dorobkiem artyści oraz uznani i zasłużeni autorzy znani szerokiemu kręgowi odbiorców sztuki najnowszej. Ich prace stanowią zaproszenie do hermetycznego sanktuarium indywidualnej wyobraźni, prowadzą dyskusję z otaczającą nas rzeczywistością i są jej artystyczną ripostą. Przemieszczają się po zdradliwych manowcach i krętych ścieżkach sacrum-profanum, czyli świata w jego nieredukowalnych i wielowymiarowych barwach, kształtach, cieniach.

Eva Milczarek



powrót